Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Milczący Owczarz kłaniał się do ziemi, a Ślimak, z kapeluszem w ręku, odprowadził ich aż do jarów.Gdy wrócił stamtąd, począł z gorączkowym pośpiechem wydawać dyspozycje:— Zbierz, Jagna, masło, ty, Magda, narwij najpiękniejszych ogórków kopę i dziesięć sztuk, a ty, Maćku, weź worek j biegaj z Jędrkiem do wody po raki… Jezus, Panno Mario! jeszcześmy też nigdy tyle nie utargowali… Trzeba, żebyś w niedzielę kupiła sobie fular, a Jędrkowi nową kamizelkę na tę intencję!…— Szczęście weszło do naszego domu — rzekła nie mniej wzruszona kobieta.— A fular kupić trzeba, bo inaczej nie uwierzą we wsi, że zarobiliśmy takie wielkie pieniądze.— Trochę nie podoba mi się, że po nowej drodze wozy będą jeździć bez koni — dodał Ślimak.— Ale nie mój to grzech.Ku wieczorowi odwiózł inżynierom kupione przez nich zapasy i otrzymał nowe obstalunki; przy wytykaniu bowiem linii pracowało kilkunastu panów, którzy mianowali Ślimaka jeneralnym dostawcą.Więc sprzedawał im drób i nabiał, pieczywo i jarzyny po cenie oznaczonej przez inżynierów, sam skupując produkta we wsiach okolicznych i zarabiając grosz na groszu.Chłop podziwiał hojność nowych znajomych, a oni taniość produktów.W tydzień oddział inżynierski przeniósł się dalej, a Ślimak po obrachunku z żoną przekonał się, że ma około dwudziestu pięciu rubli pieniędzy, które spadły nie wiadomo skąd, nie licząc zarobku za furmanki i zapłaty za dnie stracone.“Czy oni omylili się, czybym ja im czego nie odwiózł?…” -myślał chłop i wstyd mu się zrobiło tych pieniędzy.— Wiesz, Jagna — rzekł raz do kobiety — może by pojechać za panami i oddać im ten grosz?— O głupi! — krzyknęła kobieta — a przecie każdy tak zarabia, kto handluje.Jeszcześ im łaskę wyświadczył, że sprzedawałeś kuraki po dwa złote, kiedy Żydom płaciliby po pół rubla…— Ale kupowałem u ludzi po złotemu.— A Żyd po czemu kupuje?— Żyd nie jest rolnikiem i wreszcie on niechrzczony.— Za to on zarabia po dwa złote i po dziesiątce na każdym kuraku, a ty po złotówce.Wreszcie złotówka to nawet nie zarobek, ino podarunek, co panowie dali ci za fatygę.Wyraz “za fatygę” uspokoił chłopa.Jużci on się sfatygował, a panowie mogą mu tyle ofiarować, ile im się podoba.Państwo z Warszawy dobrze widać płacą za fatygę, kiedy nawet szwagierek dziedzica za podniesienie czapki dał Jędrkowi srebrną czterdziestkę.Kiedy gospodarstwo zajęli się dostawą dla inżynierów, całe żniwo spadło na Maćka Owczarza.Co dawniej robili we troje albo w pięcioro, to dzisiaj on musiał odrabiać sam jeden.Wychodził na wzgórza przede dniem, schodził późno w nocy i żął, snopki wiązał, mendle układał a rozmyślał: “Jaka to może być droga żelazna, po której jeżdżą bez koni?”Widząc, że mimo pilności parobka robota ciągnie się dłużej niż zwykle.Ślimak wynajął do pomocy starą Sobieską.Baba przyszła o szóstej z niedużą butelką lekarstwa na ranę w nodze i do południa żęła za dwie osoby, wyśpiewując grubym głosem piosenki, których nawet Maćkowi wstyd było.Ale kiedy po obiedzie zażyła lekarstwo mocno pachnące okowitą, kuracja tak ją rozebrała, że babie wypadł sierp z ręki.— Ty, gospodarzu — poczęła wykrzykiwać — ty, gospodarzu, zbijaj grosze, a ty, najmito — żnij!… Ty, gospodarzu, kupuj żonie fulary, a ty, najmito, łaź na czworakach po polu i nosem się podpieraj…Kiedy pan bogacieje, Ze sługi pot się leje! Żnij Maćku!… Żnij, stara Sobieska!… a ja bez ten czas będę chodził pod boki z inżynierami, będę instygował na całą wieś i chował ruble do skrzyni!… Zobaczyła, że on jeszcze nazwie się panem Ślimaczyńskim!… Ma, para, szczęście, widać diabeł go urodził z parszywej suki… Żywych i umarłych… amen…To wyszeptawszy upadła Sobieska w bruzdę i nie ocuciła się do zachodu słońca.Mimo to wypłacono jej za cały dzień żniwa, bo chora niewiasta miała ostry język, i kiedy Ślimak chciał potargować się z nią za czas przespany — odparła całując go w rękę:— Co się tam macie ze mną swarzyć, panie gospodarzu?…Sprzedacie jedno kurczątko więcej i wyrówna się wam bez mojej krzywdy!…“Zawsze najlepiej takiemu, co potrafi się przymówić!…” -pomyślał Owczarz.Kiedy zaś w niedzielę wszyscy z chaty wybierali się do kościoła, on usiadł na przyzbie i zaczął ciężko wzdychać.— A ty, Maćku, nie idziesz do kościoła? — zapytał go Ślimak zmiarkowawszy, że parobkowi coś dolega.— Gdzie mnie do kościoła! — westchnął Owczarz.— Ino wstydu bym wam narobił…— Cóż ci brak?— Nie brakuje mi nic, ale obuwie mam takie, że co stąpnę, to noga idzie naprzód, a but psiakość zostaje na drodze.— Sameś winien — rzekł Ślimak — bo czemu nie mówisz? Przecie należą ci się zasługi i dam ci zara sześć rubli.Po chwili wyniósł z izby pieniądze, a Owczarz objął go za nogi.— Kup se buty — mówił Ślimak — ale do karczmy nie wstępuj, bo masz miętkie serce i wszystko przepijesz.Wkrótce poszli do kościoła: Ślimak z żoną, Magda z chłopcami, a Owczarz z daleka na końcu.Idąc marzył sobie, że jak wybudują drogę z żelaza, to Ślimak zostanie szlachcicem, a on, Owczarz, będzie u niego służył na swoim stole i ożeni się… Nagle przeżegnał się, aby odpędzić złego ducha, który widocznie zabiegł mu drogę i podszeptywał głupie zachcenia.Gdzież takiemu jak on nędzarzowi myśleć o żonie! Nawet Zośka by go nie chciała, choć już ma dwuletnie dziecko i w głowie coś popsutego.Pamiętna to była niedziela dla obojga Ślimaków.Ona kupiła w straganie fular, dała dziadom po cztery grosze jałmużny, a w kościele usiadła w ławce przed ołtarzem, gdzie Grzybina i Łukasiakowa zaraz jej miejsca ustąpiły.Jego zaś ciągle ktoś zaczepiał.Arendarz robił mu wymówki, że psuje ceny Żydkom sprzedając wszystko taniej; organista przypomniał, że warto by zakupić mszę śpiewaną za dusze w czyśćcu będące; sam strażnik z nim się przywitał, a nawet ksiądz wikary zaczął z nim rozmowę zachęcając Ślimaka do hodowli pszczół.— O, teraz — mówił wikary — kiedy masz pieniądze i czas wolny, mógłbyś przychodzić na probostwo i zobaczyć, jak pielęgnuje się owad.Później kupiłbyś parę ułów, miałbyś miód dla siebie albo na sprzedaż, a wosk do kościoła.Bo nawet i przy dużym majątku, moje dziecko, nie zawadzi pamiętać o Bogu i hodować pszczół…Po odejściu wikarego zbliżył się do Ślimaka Grzyb [ Pobierz całość w formacie PDF ]